Intervista a Barbara Ferabecoli di Cristina Siccardi su "Radici Cristiane" tradotta in polacco

 

Tworzy już od blisko trzech dekad. Setki jej dzieł zdobią kościoły, klasztory, sanktuaria i siedziby instytutów zakonnych w różnych krajach świata, nieraz bardzo odległych od macierzystych Włoch. Rodowita rzymianka, Barbara Ferabecoli niepospolity talent łączy z gruntownym wykształceniem – nie tylko artystycznym, lecz i teologicznym. Dzieła wychodzące z jej pracowni stanowią imponującą odpowiedź na prawdziwe powołanie sztuki, która oddając piękno stworzenia, wznosić ma serca i dusze ku Bogu Jedynemu.

 Ukończyła Classical High School, studiowała malarstwo w rzymskiej Akademii Sztuk Pięknych. Wiedzę z teologii i nauk religijnych zdobywała na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Nie ma dobrej opinii o włoskich uczelniach artystycznych, którym zarzuca, że ze swych murów wypuszczają absolwentów skupionych na tworzeniu sztuki „aż do irytacji narcystycznej”, nastawionej na autopromocję i komercję.

„Prace mają mówić o Boskiej rzeczywistości, a nie o mnie” – głosi jej artystyczne credo, cytowane przez włoski miesięcznik „Radici Cristiane”.

Mistrzem Barbary Ferabecoli był zmarły pod koniec 2017 roku Piotr Merkury – twórca rosyjski z pochodzenia, zaś włoski z wyboru. Urodzony w syberyjskim gułagu, zdołał przechować w najtrudniejszych czasach skarb wiary i umiłowanie nadprzyrodzoności, która stała się głównym natchnieniem jego sztuki. To on wywarł niezatarty wpływ na sposobie, w jaki jego uczennica poszukuje oraz wyraża w swej twórczości sferę sacrum. Od Merkurego także przejęła istotny paradygmat: liczy się jakość dzieł, nie ich liczba.

Artystka podkreśla, że jest świadoma spoczywającej na niej odpowiedzialności wobec odbiorców sztuki. Chodzi zarówno o przekaz integralnej, katolickiej wiary, jak i skuteczne oddziaływanie na widza. Odbiorca powinien, patrząc na dzieła, zapragnąć zarówno zbliżenia do Boga, jak i pogłębienia swej „ikonograficznej katechezy”. Dlatego prace Barbary Ferabecoli powstają w ciszy, samotności i modlitewnym wręcz skupieniu.

Piękno jest „zaraźliwe” – podkreśla w kontekście twórczości Włoszki jej rodaczka, Cristina Siccardi. Mimo więc nieprzychylności krytyki, dominacji wypaczonej sztuki współczesnej, a także wynikającej z braku odpowiedniego przygotowania w seminariach nieświadomości dominującej części duchowieństwa, dzieła włoskiej artystki znajdują uznanie w rozmaitych częściach świata. Stany Zjednoczone, Brazylia, Panama, Chiny, Sri Lanka, Madagaskar, Nigeria, Wybrzeże Kości Słoniowej, Irak, Wielka Brytania – do tych między innymi krajów trafiły z rzymskiej pracowni okna, witraże, mozaiki, obrazy oraz inne elementy artystycznego wystroju.

Szczególnym miejscem dla religijno-artystycznej formacji Barbary Ferabecoli jest jedna z najbardziej znanych europejskich świątyń. „Nie sądzę, że można projektować sztukę monumentalną bez uprzedniego obejrzenia katedry w Chartres” – twierdzi w rozmowie z „Radici Cristiane”. Jednocześnie zwraca uwagę na potrzebę ciągłego kształcenia swego talentu, prowadzenia studiów, co – jak zaznacza – dotyczy zresztą każdej profesji. „Ukierunkowanie na sztukę sakralną rozwijało się równolegle z zakorzenianiem wiary. Wierzę, że w tym kontekście mój talent znajduje swój naturalny wyraz, całość następuje w sposób linearny, w ciągłym procesie dojrzewania świadomości” – mówi 51-letnia artystka.

Na oficjalnej stronie internetowej jej warsztatu obejrzeć możemy fotografie prac, a także film, który pozwala nam – w telegraficznym skrócie – prześledzić proces powstawania witraży. Również wywiad udzielony Cristinie Siccardi uzmysławia, jak żmudny jest to proces. Czternaście okien do kościoła pod wezwaniem świętego Piotra w Albano Laziale powstawało około roku. Dzieło składa się z 5 tysięcy fragmentów szkła, sam motyw róży – aż z ośmiuset! Każdy projekt długo dojrzewa i rozwija się – zaznacza Barbara Ferabecoli. Niektóre dzieła pochłaniają całe lata, i nie jest to wyłącznie efektem skomplikowanego procesu twórczego. Niekiedy prace długo czekają na zatwierdzenie zleceniodawców. Styl artystki jest po prostu „niedzisiejszy”, a sama autorka dzieł – wierna swoim przekonaniom na temat sztuki i nieskłonna do kompromisów oraz ukłonów wobec „ducha czasów”.

 

Podążać „Drogą Piękna”

Wywiad udzielony katolickiemu magazynowi przynosi szereg interesujących refleksji na temat sztuki, w tym również współczesnej, wywierającej swoje nihilistyczne piętno na kształcie i wystroju katolickich świątyń. Bierze się to z faktu, że do powstawania tych ostatnich przyczyniają się twórcy, którym po prostu… brak wiary w Boga. „W sztuce wizualnej ostatnich stu lat doszło do wstrząsu, zwiastującego (…) rozdźwięk pomiędzy treścią a formą. Istnieje jednak związek między inspirującą zasadą, techniką tworzenia i mechanizmami ekspresji. Dzieło sztuki sakralnej musi przede wszystkim dążyć do piękna” – wyjaśnia witrażystka.

W dzisiejszych czasach to bardzo trudne z powodu powszechnego rozbicia kulturowego i odwrócenia kategorii piękna i brzydoty, sacrum i profanum. Panujące przez wieki w sztuce zasady zostały zakwestionowane, artyści utracili właściwe punkty odniesienia. Zamiast tworzyć dzieła, które zbliżają ludzi do Boga, promują jawną brzydotę, tandetę i efekciarstwo. Zamiast dążyć do głębi, prawdziwej duchowości, zatrzymują się na prowokowaniu powierzchownych, chwilowych wrażeń, pozostawiając w odbiorcach niepokój i chaotyczne pobudzenie. Tymczasem kontakt z dziełem sztuki winien pozostawiać w sercu uczucia radości, wdzięczności i pokoju.

Zapytana o powstające dzisiaj zimne, „bezduszne” kościoły, artystka odpowiada, iż jest tym zjawiskiem zasmucona, lecz nie zaskoczona. To bowiem efekt wieloletniego procesu sekularyzacji. Sakralne budynki coraz bardziej tracą zmysł świętości, mistycyzmu i piękna. „Stały się miejscami niemal wielofunkcyjnymi, ale nie nadającymi się do modlitwy” – podkreśla Barbara Ferabecoli. Zerwanie z tradycją ikonograficzną przesunęło akcenty w stronę indywidualnych interpretacji twórców, tracących często sprzed oczu zasadnicze przesłanie, które powinno przyświecać artyście. Jednak każdy z nas nosi w sobie pragnienie piękna, a także kontaktu z Panem Bogiem, Matką Najświętszą, świętymi w niebie. Mamy też obowiązek nie podążać za prymitywizmem i banałem, lecz wznosić serca ku górze. To wiara czyni nas zdolnymi do otwarcia się na piękno.

Rozmówczyni „Radici Cristiane” przywołuje słowa św. Jana Pawła II, który w liście do artystów nazwał ich „błyskotliwymi budowniczymi piękna”.

„Nie podążać Via Pulchritudinis [Drogą Piękna] oznacza naszą dekadencję i nędzę. Musimy mieć otwarte oczy i wiedzieć, jak uchwycić i powitać napotykane piękno, aby je rozpoznać w dziełach sztuki i w życiu” – mówi Barbara Ferabecoli.

 

Roman Motoła

Źródła: „Radici Cristiane”, cristinasiccardi.it, febartline.it, You Tube / Barbara Ferabecoli

GALERIA PRAC

TAK POWSTAJĄ WITRAŻE BARBARY FERABECOLI

 

Fonte: Polonia Christiana

 

Torna su